| Pytanie tygodnia |
![]() |
mgr Anna Chrzan psycholog Psycholog, absolwentka Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, specjalizacja - psychologia kliniczna. Ukończyła studia podyplomowe nadające kwalifikacje… |
| zapytaj eksperta | |

Obowiązki przedszkolaka
- Obecnie dzieci mają mniej obowiązków i więcej praw. – oto najczęstsza odpowiedź dorosłych na pytanie, co zmieniło się w zasadach wychowywania dzieci od czasów, kiedy sami byli w tej właśnie roli. Zazwyczaj gdy zapytać dalej:
- Czy to źle? - tu także dorośli są zgodni:
- Dobrze, że dzieci mają wiele praw, bo są tak samo ważne jak starsi, ale te obowiązki… Choć uważam, że obowiązki są dzieciom potrzebne, to nie umiem ich wyegzekwować.
- Właśnie. Moje dzieci nie muszą nic robić w domu, byle tylko chodziły do szkoły i miały dobre stopnie, a one nawet i tego nie robią…
O co zatem z tymi obowiązkami chodzi? Co dzieje się z dziećmi, które podejmują obowiązki i z takimi, które nie muszą tego robić? Od kogo to zależy? Uporządkujmy te kwestie.
Czym są obowiązki?
To po prostu zadania wykonywane systematycznie i zgodnie z nakazem, regułą, instrukcją. Pod tym hasłem kryją się zatem różne codziennie podejmowane przez dorosłych i dzieci działania, służące sprawnemu zorganizowaniu życia osobistego i społecznego.
Wspólną cechą różnych obowiązków jest to, że są one ukierunkowane na osiągnięcie konkretnego celu, do którego drogę wyznacza wykonanie serii określonych czynności. Ponieważ ów proces bywa często powtarzalny i żmudny, traktujemy go z czasem jako rodzaj przymusowej, nieatrakcyjnej pracy i zaczynamy na stałe kojarzyć z uczuciem niechęci.
Co jednak sprawia, że jako dorośli jesteśmy gotowi niechęć przezwyciężyć i po raz niewiadomo który powtórzyć rytualne, często niezgodne z aktualnymi potrzebami, czynności (chciałoby się jeszcze pospać, a tu trzeba wstać do pracy, chciałoby się posiedzieć w fotelu z książką, a tu mieszkanie „woła” o sprzątanie, chciałoby się…, a tu…)? To świadomość korzyści płynących z efektu, który czeka po wykonaniu tych wszystkich działań (po pracy – wynagrodzenie, po sprzątaniu – przyjemny porządek, po gotowaniu – smaczny posiłek itd.). Efekt ów może jest nieco odległy w czasie, ale wydaje się wart zaangażowania.
Żeby zatem zmobilizować się do wykonania obowiązku, musimy móc wyobrazić sobie jego rezultat, wycenić go i uznać za wartościowy. Czasem opieramy się wycenach wykonanych wiele lat wcześniej, co powoduje, że za każdym razem nie potrzebujemy kalkulować opłacalności wykonania prania, pójścia do pracy czy umycia zębów. Uznajemy to za oczywistość i zapominamy nawet, że kiedyś zastanawialiśmy się nad sensem takich czynności. A jak to jest z dziećmi? Jak one rozumieją obowiązki?
Kilkulatki żyją chwilą i nie myślą perspektywicznie.
Dzieci zanurzone są głównie w świecie teraźniejszości. Zatopione w chwili, w tym co aktualnie robią, płyną z jej prądem. Jedna czynność swobodnie przechodzi w kolejną: rysowanie kredkami zmienia się w układanie wieży z kredek, konstruowanie wieży inicjuje budowanie zamku z klocków, zamek zmienia się w kosmiczny pojazd, klocki z kosmicznego pojazdu stają się nagle torem przeszkód dla malucha, a następnie dla samochodów i już mamy zabawę w wyścigi… Czas płynie, a maluchy w pełni go wykorzystują i przeżywają, nie zakładając zazwyczaj uprzednio konkretnego celu lub bardzo elastycznie traktując swe wstępne założenia (np. z początkowo zamierzonego portretu mamy powstaje portret, ale dziadka).
Po drugie, dzieci dążą do przyjemności, którą czerpią z zabawy.
Jedzenie staje się przyjemnością, gdy można podłubać w nim widelcem, ułożyć kanapki w stosik na talerzu, namalować keczupem buźkę na zapiekance, wypróbować nowy sposób gryzienia, trzymania łyżki czy picia przez słomkę. Sprzątanie staje się przyjemne, gdy trwają wyścigi we wrzucaniu klocków do pudełka, zabawki można porozwozić na ich miejsce ciężarówką-wywrotką, a mycie rąk dostarcza okazji do zrobienia dużej ilości piany.














